BIEGUNKA- PROBLEM BAKTERYJNY?- KRWIOMOCZ
sratatatajka portal
Zbieraj kupy, ale nie codziennie, tylko rób przerwy, bo Gardia nie pojawia się w kale każdego dnia, tylko cyklicznie i można ją przegapić dość łatwo.U nas kupy były bardzo rzadkie i ja czuwałam przy kuwecie, a jak Imbir do niej wchodził, to łapałam kał do spodeczka, a z niego do pojemnika.
Musisz mieć 3 próbki, każda wielkości co najmniej orzecha włoskiego. Każda w oddzielnym pojemniczku. Trzymaj je w lodówce do czasu badania.
Mocz możesz też próbować łapać na spodeczek.
Albo do pustej kuwety (jesli będą tak chcieli sikać). A jak nie to jest specjalny żwirek (u weterynarza), plastikowe kulki. Kot w nie sika, a potem wybierasz siuśki ze żwirku (bo on go nie wchłania).
Trzymam kciuki!
Smużko a pytałam tą babę czy zbierać osobno to mi powiedziała że może być razem ze wszystkich dni ( nie podoba mi się ta p. doktor) a mój wet wraca dopiero za dwa tygodnie. Tak w ogóle to kazała mi dziś na wizytę przyjechać a niby po co jak qupali rzadnych nie mam a wet dopiero co chłopaków widział,


Ja taka mądra jestem, bo niedawno czytałam w necie wytyczne laboratoryjne w sprawie pobierania materiału do badań diagnostycznych. Moja wetka też nie wiedziała, że to mają być osobne próbki.
Ale tak na logikę. Do badania pobiera się fragment kału. Gdy w nim nic nie wyjdzie, to biorą kolejny z próbki z następnego dnia i z kolejnego, chyba że już w pierwszym znajdą.
Smużko fajnie, że już wiesz co dolega Małemu. Szkoda tylko, że leczenie takie kłopotliwe...
butterfly2101 za Twoich chłopaków wciąż trzymam kciuki!



Dobrze ze wytropiłas Smużko o co chodzi


Butterfly - trzymam kciuki za znalezienie przyczyny

Konstancja,
Mam więcej, tylko mało piszę.

Jagna miała problem z łapą, ale już prawie OK.
A szczur, Kahlua (którego pożyczyłam na czas nieokreślony, żeby mój szczur nie był samotny po śmierci swojego stada), ma gronkowca złocistego w uchu (b. ciężki do wytępienia).
Ale jakoś damy radę. Mam nadzieję, że nowy rok zaczniemy już bez takich przygód.
Jutro dostanę leki dla kotów i psów.
W środę mój Tata ma się dowiedzieć od znajomej lekarki, czym my sami mamy się odrobaczyć.
Jutro mam też kontrolę gronkowca w uchu szczura, to akurat się zapytam, czym jego i świnki odrobaczyć.
Butterfly, chciałabym pomóc, ale dopiero zaczynam gromadzić i czytać literaturę na temat kocich chorób



Mam więcej, tylko mało piszę.

Jagna miała problem z łapą, ale już prawie OK.
A szczur, Kahlua (którego pożyczyłam na czas nieokreślony, żeby mój szczur nie był samotny po śmierci swojego stada), ma gronkowca złocistego w uchu (b. ciężki do wytępienia).
Ale jakoś damy radę. Mam nadzieję, że nowy rok zaczniemy już bez takich przygód.
Jutro dostanę leki dla kotów i psów.
W środę mój Tata ma się dowiedzieć od znajomej lekarki, czym my sami mamy się odrobaczyć.
Jutro mam też kontrolę gronkowca w uchu szczura, to akurat się zapytam, czym jego i świnki odrobaczyć.
Ty to masz zmartwień z tymi futrzaczkami, ale co się dziwić, jak się ma małe zoo w domu






Synergal lub Synulox (to to samo) i Combivit?
Zgaduję tylko.
Agnieszka7714,
Po jakim czasie od zmiany karmy była poprawa?
U nas tydzień nie zrobił zupełnie żadnej różnicy, więc na razie postanowiłam szukać robali.
U nas Frodo dostawał dodatkowo zastrzyki, bo był na skraju wyczerpania i odwodnienia. Więc poprawa była już po 2 dniach. Powoli zmniejszała się biegunka i już po tym czasie było ok bez nawrotów.
Moje koty zarazily sie Ecoli, z surowego miesa. Wszystkie mialy luzne kupy. Badanie kalu musialam powtarzac 3 razy dopiero za trzecim razem wykryto bakterie. Przeszlam na RC gastro intestinal + probiotyki + 3 tygodniowa kuracja antybiotykiem synolux. I przeszlo po o miesiacu. Musielismy odkazic caly dom i wyparzyc wszystkie kuwety. Caly tydzien spedzilismy odkazajac doslownie wszystko. Kuracje musialy przejsc wszystkie koty nawet te ktore nie mialy objawow. Teraz kupuje mieso tylko organiczne i swieze ze sprawdzonego zrodla, wrocilam tez do karmy Acana. Kupki sa wporzadku.




Biomil i RC dla kociąt zawierają bardzo dużą ilość białka. U nas ta biegunka była spowodowana właśnie wysoką zawartością białka w karmie.






Biomil i RC dla kociąt zawierają bardzo dużą ilość białka. U nas ta biegunka była spowodowana właśnie wysoką zawartością białka w karmie.
dnia Śro 22:05, 08 Sty 2014, w całości zmieniany 1 raz
Może faktycznie mają jakąś bakterię.

Zobaczysz, czy parazytologia znów wyjdzie ujemna.
Ja dziś podałam kotom i psom Panakur (ogromne te tabletki są! Myślałam, że mi się koty udławią, mimo podzielenia na mniejsze części).
Jutro dam gryzoniom i nam (mężowi i sobie). Nie mogę się zdecydować, czy świniom i szczurom dać metronidazol czy fenbendazol. Obydwa działają na to dziadostwo. W sumie obojętne, co podam na pierwszy rzut. Zobaczę, które tabletki się będzie łatwiej dzielić na malusie części.
kotu czy psu to nie widze problemu żeby podac leki, ale podanie leku śwince jest dla mnie zadaniem niewykonalnym


Szczurom daję wszystko w maśle.
Ze świnkami faktycznie będzie gorzej. Najwyżej rozpuszczę w wodzie i podam strzykawką (mam taką igłę zagiętą z oliwką na końcu - idealna do podawania płynów świniom - w tym celu kupiona).
A co podasz sobie?
Metronidazol. Też kilka dni z rzędu.
Dzięki, pytam w razie gdyby u nas w badaniu wyszło podobnie, na razie zbieram materiał do badania

Podanie świnkom tabletki okazało się być banalnie proste.

Wsadziłam tabletkę z boku pyszczka. Pogryzły i połknęły. "Popchnęłam" dając im pietruszkę na zagrychę.
Aż się zdziwiłam, że tak gładko poszło!
Teraz muszę szczurom wydzielić odpowiednio maleńką dawkę i dać z masłem.
edit:
Dobrze, że wybrałam dla świń i szczurów fenbendazol ( w preparacie Panacur), a nie metronidazol! Już widzę, jak by pluły metronidazolem!
To jest obrzydliwe w smaku.
Mi nie pomogła nawet cała szklanka herbaty do popicia.
Właśnie zagryzam sucharkami.
Panacur jest bez smaku - spróbowałam, zanim dałam świniom (żeby wiedzieć, czy jest szansa, że to zjedzą "po dobroci").
dnia Śro 16:11, 28 Lis 2012, w całości zmieniany 1 raz
dziś zawiozłam qupale i siuśki do badania
dnia Śro 22:01, 08 Sty 2014, w całości zmieniany 1 raz
Ojej!
Kompletnie się na tym nie znam więc mogę tylko Cię wspierać ciepłymi myślami! Buziaczki dla Milanka i jego zatroskanej Mamusi





Ciekawe co na to ten wet, który powiedział, że sam zrobił sobie krzywdę

ech....Agnieszka szkoda słów a to niby dobry wet był

dnia Śro 22:06, 08 Sty 2014, w całości zmieniany 1 raz
Oj Gosiu nie płacz!

Nie płacz choćby ze względu na Milanka, bo się chłopak jeszcze bardziej zestresuje!

Tak sobie pomyślałam, że ojciec Twojego Milanka jest z hodowli prowadzonej przez panią weterynarz. Nie znam jej, ale słyszałam z opowiadań, że niezwykle sympatyczna. Może zadzwoń sobie do niej i pogadaj. Coś Ci może poradzi, podpowie...
Vivienne dzięki za radę
dnia Śro 22:06, 08 Sty 2014, w całości zmieniany 1 raz
Nie dziwię się, że płaczesz, mi też się zbiera na płacz jak czytam, że biedny Milanek nie może dojść do siebie



Hmm...
A nie jest tak, że Milanek sobie rzeczywiście podrażnił siusiaka intensywnym wylizywaniem?
Bo tak mi się teraz przypomina, że koleżanka (ta od braciszka) mówiła mi, że jej Maluch dosyć mocno interesuje się swoimi klejnotami. Pucuje je dosyć konkretnie, aż widać efekty tej zabawy

Koleżanka zastanawia się czy to czasem nie jest objaw rozpoczynającego się dojrzewania. Jej starszy kot ani mój Geniusz tak nie robili. Ale kto wie - może wasi chłopcy dojrzewają szybciej? Może naprawdę podrażnił sobie siusiaczka ostrym ozorkiem? Może przez to dojrzewanie jest taki poirytowany?
Może też tak być, że jest to nie tyle problem natury fizycznej, co psychologicznej. Ciągle czytam i czytam i często trafiam na informacje, że problemy emocjonalne kota, podobnie jak u ludzi, mogą prowadzić do poważnych fizjologicznych objawów, również takich, jakie ma Milan. W takim wypadku Butterfly mogłaby odetchnąć z ulgą, że kotek jest zdrowy i żadne potworne choróbsko mu nie grozi, ale chyba nie obyłoby się bez pomocy jakiegoś kociego psychologa, który znalazłby przyczynę jego problemów emocjonalnych, która przecież może umknąć nawet najtroskliwszym i najbardziej kochającym kocim mamom i tatom. Tak źle i tak niedobrze...

Milan też wykazuje wzmożone zainteresowanie klejnotami i tez częstokroć z ''efektem" na wierzchu

dnia Śro 22:07, 08 Sty 2014, w całości zmieniany 1 raz
Ojej! Ja myślałam, że pani weterynarz wypatrzyła pojedyncze krwinki w moczu, a to by mogło być z podrażnienia siusiaczka. Nie wiedziałam, że ta krew była aż widoczna! To już mi się kończą pomysły... Szkoda, że na posiew czeka się tak długo.

Braciszek ma tylko interes na wierzchu.
Ines dzięki za burzę mózgów


Wydaje mi się, że w tym przypadku nie chodzi o problemy emocjonalne. Obaj mają takie same objawy, więc najprawdopodobniej to samo im dolega.
Czekamy na wyniki.
Aga masz absolutną rację
dnia Śro 21:58, 08 Sty 2014, w całości zmieniany 1 raz


Czekamy na wyniki.
Możliwe, choć do pewnego stopnia prawdopodobne jest, że obaj mogliby być pod wpływem stresu, który rzutuje na ich zdrowie, ale masz rację, dziwne by było, gdyby akurat obaj mieli identyczne objawy. Choć nie jest też na 100% pewne czy krew w moczu jest powiązana z luźnymi kupami, może być z tym niezwiązana i być objawem jakiejś choroby układu moczowego (wylizywanie narządów płciowych również na to wskazuje, czytałam, że kot może robić to chcąc złagodzić ból np przy zapaleniu cewki moczowej), a stres jest częstą przyczyną takich chorób. Ale to tylko takie gdybanie, w dodatku przecież laika jeśli chodzi o kocie zdrowie

dnia Czw 15:45, 29 Lis 2012, w całości zmieniany 2 razy
A przypomnij mi czy kociaki są z tej samej hodowli?
Nie, jeden to bryś a drugi raguś z dwóch różnych hodowli oddalonych od siebie o 300km
Gosiu trzymam kciuki za dzisiejszą wizytę u weterynarza!


dzięki Vivienne

Dopiero teraz przeczytalam, o Twoich maluszkach

Trzymam kciuki za chlopakow i mam nadzieje, ze bedzie dobrze

No już po wizycie , Fabiana mocz jest dobry , w badaniu obu maluchów wyszły pojedyncze " oo cysty" -pierwotniaki -nie znam się w ogóle- jakie będę wiedziała po niedzieli ( wetka powiedziała że jedyne co na chwilę obecną wykluczyła to toksoplazma. Leki na nie również po niedzieli , -karmy nie kazała zmieniać ( teraz Acana) dopóki nie zakończymy leczenia. I tyle wiem
dnia Śro 22:00, 08 Sty 2014, w całości zmieniany 1 raz
Przynajmniej jeden problem masz już w części rozwiązany, to zawsze jakiś mały kamyczek z serca spadł. W dalszym ciągu trzymam kciuki za resztę. Szkoda, że to wszystko tyle musi trwać

No, ale coś już wiesz. Po niedzieli będzie wiadomo co konkretnie trzeba zwalczać i sytuacja się wyprostuje

dnia Pią 14:14, 30 Lis 2012, w całości zmieniany 1 raz
A teraz trochę kociej pornografii



Nawet nie zauważysz, kiedy odrośnie mu sierść

Trzymam kciuki za dalsze leczenie!

U Imbira oocyst było całe mnóstwo, a podobno zwykle są ciężkie do znalezienia!





To teraz masz trzy rasy kotów w domu: Brysia, Ragdolla i malutki kawalątek Sfinxa

Ucałuj ten cieplutki golaskowy brzuszek!

Bardzo się cieszę, że z nerkami wszystko w porządku! I dobrze, że coś już powoli wiadomo - wytrujecie nieproszonych gości i będzie dobrze!
Nadal trzymam kciuki!



słodki goły brzusio

No, taki brzusio to tylko do głaskania i całowania!

oj, całujemy i głaszczemy bez przerwy

Kciuki za zdrowie chłopaczków!!!

Nieustające kciuki za zdrówko "maluszków"

Całuski w śliczny nagi brzunio

dnia Pią 22:04, 30 Lis 2012, w całości zmieniany 1 raz
Brzusio szybciutko odrasta, kciuki za znalezienie kupkowego winowajcy, no i głaski dla bąbli.
Winowajcą cystoisospora

dnia Śro 21:57, 08 Sty 2014, w całości zmieniany 1 raz
I co tam z leczeniem Milanka? Dowiedziałaś się czegoś więcej o tym Baycoxie?
A gronkowiec jak? Czekacie pewnie jeszcze na antybiogram?
Cały czas trzymam kciuki za powodzenie leczenia!




Vivienne jutro mamy wizytę, ten cały baycox występuje w dwóch wersjach -dla gołębi i dla cieląt ,wetka chciała podać ten dla ptaków ale wyczytałam że go się kotom nie podaje bo jest bardziej zasadowy
dnia Śro 21:57, 08 Sty 2014, w całości zmieniany 1 raz
Przerąbane - przewód pokarmowy podrażniony przez biegunki, a tu jeszcze będzie kuracja antybiotykowa.

No to powodzenia jutro i dużo cierpliwości!

ps. Myślę, że dumna mamusia będzie zadowolona, że ktoś chce zobaczyć jej Malucha, ale dla formalności jutro zapytam czy mogę Ci wysłać fotki.

Trzymam

Dobrze ze jest juz diagnoza i podejmiecie leczenie.
Trzymam kciuki

Też kciukam mocno!
My jesteśmy po pierwszej serii odrobaczania, ale bez efektu.
Rozwolnienie cały czas jest.
Smużko, ja również trzymam kciuki za Imbirka

Kciukam! Mocno!
butterfly2101 i co tam po wizycie u weterynarza? Jakieś konkrety? Wystarczyło Ci cierpliwości?
ps. Mam zgodę na przekazanie fotek braciszka.

Hej, dopiero weszłam do domu. Dziś był ciężki dzień. Po kolei : moje badanie w lab. ,wizyta u weta, silesia city center (centrum handlowe) i poszukiwania prezentów

dnia Śro 21:52, 08 Sty 2014, w całości zmieniany 1 raz
Czyli nie jest tak bardzo źle. Trzymam kciuku nadal.

Z Imbira nadal się leje. Nie wiem, czy nie gorzej niż przed odrobaczaniem. Zaczęłam mu podawać enterol.
Nifuroksazyd też mam mu dać przez 2 dni.
A od niedzieli powtorka fenbendzolu. Nie wiem, czy mu dać 50mg/kg 3 dni, czy 25mg/kg 7 dni. W każdej książce co innego piszą, każda z moich koleżanek (wet) co innego radzi.




Z Imbira nadal się leje. Nie wiem, czy nie gorzej niż przed odrobaczaniem. Zaczęłam mu podawać enterol.
Nifuroksazyd też mam mu dać przez 2 dni.
A od niedzieli powtorka fenbendzolu. Nie wiem, czy mu dać 50mg/kg 3 dni, czy 25mg/kg 7 dni. W każdej książce co innego piszą, każda z moich koleżanek (wet) co innego radzi.





dnia Śro 20:49, 05 Gru 2012, w całości zmieniany 1 raz
Myślę, że u nas też nie przyniesie, ale nie potrafię stać bezczynnie.

Kompletnie się nie znam na leczeniu więc jedyne co mogę to zaciskać mocno kciuki za zdrowie Waszych kotusiów!







Szkoda, że to leczenie tak się ciągnie i jeszcze tyle będzie trwało...
Zastanawiam się, jesli miałabym Imbirowi za którymś razem podać serię metronidazolu, to jak to zrobić?
To jest tak gorzkie, że ja sama mam spory problem z połknięciem (mam potem mdłości).
Na forach piszą, żeby w kapsułkę zapakować (po to tez kupiłam enterol - zbieram teraz kapsułki po nim, żeby mieć na potem).
Ale Imbir jest mały. Jak w niego wepchnąć kapsułkę?!
Stoperan jest w takich maleńkich. Może kupić go i wysypać z nich?
Tylko musiałabym zobaczyć, ile wyniosłaby dawka metronidazolu dla Imbira. Bo może nie zmieści się ona do małej kapsułki.
Pocieszające jest to, że mały czuje się dobrze cały ten czas i ładnie rośnie. Właśnie zęby zmienia. Tzn. wyrastają mu już nowe kiełki (reszta już wczesniej zaczęła rosnąć).
Kurcze Smużko, a jak ociupinka tego Stoperanu zostanie na kapsułce? Nie zaszkodzi takiemu maleńtaskowi?
Edit:
Szkoda, że u nas nie ma sklepu z takim zaopatrzeniem...
http://www.lillysbar.de/epages/61181519.sf/de_DE/?ObjectPath=/Shops/61181519/Categories/Dosierhilfen
dnia Śro 22:36, 05 Gru 2012, w całości zmieniany 1 raz
Nie wiem, muszę przeanalizować skład.
W tej chwili z Imbira się leje. To już nawet nie jest rzadka kupa, ale sama ciecz!
Nie odwadnia się tylko dlatego, że dużo pije i dość rzadko się wypróżnia ( ze 3 razy na dobę to max).
zasikano łózko mojego najmłodszego. I to nie wszystko, dziś z rana narobił mi na łóżko (qupale) a że luźno to






dnia Śro 21:54, 08 Sty 2014, w całości zmieniany 1 raz
Nie wiem, co Ci poradzic.

Przytulam.
Może jest zdenerwowany całym zamieszaniem...? Tak się to wszystko skumulowało... Trudno powiedzieć, na razie musisz go obserwować

Aga wiesz jak wygląda sprawa z Fabiankiem Kurcze wkurzona jestem strasznie,non stop coś się piep....
dnia Śro 21:55, 08 Sty 2014, w całości zmieniany 1 raz
Ciachu, ciachu? Naprawdę nie wiem. Jeżeli to hormony, to kastracja powinna załatwić problem. A może dzisiaj ma gorszy dzień...
dnia Czw 12:30, 06 Gru 2012, w całości zmieniany 1 raz
miało być styczniu bo teraz ma 4 i pół miesiąca ale może to jakieś rozwiązanie (tylko czy nie za wcześnie -z drugiej strony są kastracje wczesne

Zapytaj weterynarz, co ona na to.
Nie sadzę ,żeby kastracja cokolwiek zmieniła.To jeszcze małe kocie więc w rachubę nie wchodzi dojrzewanie i znaczenie terenu ...tak mi sie wydaje

W każdym bądź razie nasz weterynarz w życiu nie wykastrował by takiego malucha .
A próbowałaś kocich feromonów ( Feliway ) Kto wie może pomogą .
Do tego dużo głasków i zero krzyków , bo wierz mi , że koty nie robią niczego na złość !
Przyczyna tkwi w psychice i twoim zadaniem jest dociec co mogło wpłynąć na to zachowanie .Może właśnie wizyty u weterynarza tak go zestresowały .Bo to , że nie był kłuty nie znaczy , że nie przeżył stresu .
Mój Geniusz podczas wizyt w gabinecie weterynaryjnym z nerwów ślinił się , a sierść przy dotyku wypadała ja wściekła . Po powrocie do domu przez miesiąc , a czasem i więcej nie trafiał do kuwety . Tak samo reagował na przykład na głośne zabawy dzieci , lub nie daj boże na odgłosy wiercenia i stukania . Z góry mogłam przewidzieć ,że remont u sąsiadów spowoduje sikanie obok kuwety , a nie w niej . Do dziś zdarza mu sie taka wpadka choć bardzo rzadko. Po latach okazywania mu cierpliwości spokojnych głasków osiągnęliśmy to ,że w momencie kiedy przychodzą dzieci kot spokojnie leży na kanapie , a nie w skrzyni kanapy.
Niestety proces takiego dochodzenia w jego przypadku trwał ok 3 lat .
Jedno co mogę doradzić , to zamykanie pomieszczeń w których są te ulubione przez niego łóżka .
Oprócz tego głaszcz chwal , od czasu do czasu zanieś do kuwety i kiedy załatwi się w niej znowu chwal .
Trzymam kciuki za szybkie rozwiązanie problemu . I za waszą cierpliwość




W każdym bądź razie nasz weterynarz w życiu nie wykastrował by takiego malucha .
Są dwie szkoły. Niektóre kocięta są kastrowane zanim zostaną wydane nowym właścicielom. Kwestia hormonów przyszła mi po prostu jako jedna z możliwości. Też mi się wydaje, że to raczej nie one są przyczyną.


Były używane ale się skończyły. Weterynarz podejrzewa, że to ich brak może być przyczyną zaistniałej sytuacji. Poza tym, przy okazji leczenia swojej kotki dowiedziałam się, że feromony nie działają na niektóre zaburzenia.
dnia Czw 19:51, 06 Gru 2012, w całości zmieniany 1 raz
Dzięki za rady Kamisiu, jeśli chodzi o kastrację to w można o niej myśleć dopiero po leczeniu (min. 20 dni-koniec przypada w okresie świątecznym,) więc myślimy tu o styczniu. Wtedy będzie miał ok. pół roku ( oboje hodowców polecało ten wiek na kastrację ) . Izolowanie od łóżek jest trochę niemożliwe. Nie mogę zamknąć na dzień pokoju syna z którego on korzysta i bawi się w nim, (łóżko w momencie sikania było zaścielone) W nocy syn śpi przy zamkniętych drzwiach. A u mnie narobił gdy ktoś w nim spał ( to wersalka więc na złożoną jak na razie nie robi. Oba koty śpią w nocy na tym łóżku ,gdybym chciała je odizolować musiały by spać w przedpokoju -czy to dobry pomysł tym bardziej że Milan byłby moim zdaniem pokrzywdzony a dla obu znów stres. Dziecięce głośne zabawy to w domu gdzie mieszka dwulatek i nastolatek a na dodatek dwóch chłopaków to chleb powszedni, Kotom jakoś to nie przeszkadza bo to dla nich norma


dnia Czw 20:15, 06 Gru 2012, w całości zmieniany 1 raz
No to może ja przedstawię moją teorię.

Nie wiem czy Fabianek zaczyna dojrzewać, ale na pewno coś już zaczyna się dziać u Milanka. Może chłopaki zaczynają sobie ustalać jakąś hierarchię i Milanek próbuje dominować. Taki pomysł mi się nasunął po obserwacji Milankowego brata. Np. kiedy tylko zauważy, że starszy, misiowaty Muszkieter wybiera się na drapak to mały skubaniec fik fik i już siedzi na najlepszej, najwyższej półce, itp.
Moja "ulubiona" autorka Vicky Halls twierdzi, że właściciel może nawet nie zauważyć rywalizacji o dominację w swoim stadku, bo może ona polegać tylko na nieprzyjemnym wpatrywaniu się dominanta na ofiarę. Kot o niższej pozycji może się bać pójść do kuwety w łazience kiedy np. w okolicach łazienki siedzi kot dominujący i się "paczy". Najprostszym rozwiązaniem tej sytuacji jest postawienie drugiej kuwety w zupełnie innym miejscu. Wtedy dominant nie jest w stanie upilnować wszystkich kuwet na raz.
Może akurat druga kuweta rozwiązałaby problem? Tak tylko gdybam...
Ja pomyślałam że to właśnie Fabian szybciej dojrzewa bo o ile w kontaktach z człowiekiem jest ostrożny to Milana zdominował totalnie, po kolei odbiera mu ulubione miejsca, wyżera z jego miski , zajął jego róg łóżka i ciągle go zaczepia a Milan po porostu mu ustępuje i czeka na moment kiedy go pogłaszczę gdy Fabiana nie ma w pobliżu bo jak jest to ciśnie się między nas. Gdy nastąpiła ta sytuacja Milan jadł w kuchni a potem spał na parapecie . No chyba że ja to wszystko źle interpretuję , mylnie odczytuję sygnały,nad drugą kuwetą pracujemy


No to masz niezła zagwostkę

Kciuki za trafne rozpracowanie nadawanych sygnałów












Czyli wygląda na to, że jest dokładnie na odwrót niż myślałam.

Naprawdę niezła zagadka... Nie zazdroszczę...



butterfly, dziewczyny już chyba wyczerpały pomysły, nic nowego nie przychodzi mi do głowy, ale z całej siły trzymam kciuki za rozwiązanie problemu





To jest tak gorzkie, że ja sama mam spory problem z połknięciem (mam potem mdłości).
Na forach piszą, żeby w kapsułkę zapakować (po to tez kupiłam enterol - zbieram teraz kapsułki po nim, żeby mieć na potem).
Ale Imbir jest mały. Jak w niego wepchnąć kapsułkę?!
Stoperan jest w takich maleńkich. Może kupić go i wysypać z nich?
Tylko musiałabym zobaczyć, ile wyniosłaby dawka metronidazolu dla Imbira. Bo może nie zmieści się ona do małej kapsułki.
Pocieszające jest to, że mały czuje się dobrze cały ten czas i ładnie rośnie. Właśnie zęby zmienia. Tzn. wyrastają mu już nowe kiełki (reszta już wczesniej zaczęła rosnąć).
Smużko, ja podawałam Simbie leki w takim małym "wafelku" do jakiego wsypują w aptece podzielone tabletki. Można troszkę zwilżyć palce i ucisnąć go do takiej wielkości, że bez problemu wchodzi kotu do gardła. Bałabym się, że kapsułka przyklei się do przełyku bez popicia, nie mam doświadczenia...
Jola, a może jak podam głęboko, za język (a zawsze tak podaję), to nie poczuje smaku? Od razu dam troche mokrej karmy, żeby popchnąć tabletkę.
No nic. Póki co czekają nas jeszcze dwie serie fenbendazolu, a on jest bezsmakowy i chętnie łykany.
dzięki za kciuki



No nic. Póki co czekają nas jeszcze dwie serie fenbendazolu, a on jest bezsmakowy i chętnie łykany.
Nie pamiętam już jaki to był lek, ale wet powiedziała, że nawet nie ma co próbować bez wafelków, bo jest bardzo gorzki. Wcześniej podawałam coś innego, celowałam prosto do gardła i głęboko, ale strasznie pieniło się po tym z pyszczka, mimo że od razu podsuwałam karmę. Wet powiedziała, że to ze względu na smak leku. Jeśli masz możliwość nabycia takich wafelków, to pewnie będzie spokojniej




dnia Pią 19:36, 07 Gru 2012, w całości zmieniany 1 raz
Na jakiej karmie masz teraz swoje sierściuchy? próbuje Maximka przestawić na power of nature i qupale są do d..., ale w końcu zaczął przybierać, chociaż do Milanka brakuje mu cały kilogram


dnia Nie 20:08, 09 Gru 2012, w całości zmieniany 1 raz
Maluchy zjadają teraz Acane- qupale są super a Milan waży już 4,2 kg-Acane zjadają aż uszy im się trzęsą
dnia Śro 21:51, 08 Sty 2014, w całości zmieniany 2 razy
Super!
Bardzo optymistyczne wieści!

My zaczęliśmy drugą turę odrobaczania.
Ale póki co bez zmian...
Smużko i u Imbirka będzie lepiej ,trzymam kciuki mocno zaciśnięte za rude szczęście


Ciesze sie, ze z maluchami juz lepiej

Smuzko i u Ciebie bedzie ok, uwierz w to

Trzymam kciuki.
U nas cały czas bez poprawy.
Dziś nawet jakby gorzej było.
Jutro zawożę kał do badania (mam już nazbierany z paru dni, jeszcze jutrzejszą próbkę dorzucę i zawiozę).
Dostanie też jutro antybiotyk (na razie bez posiewu, bo nie mam pieniędzy na to badanie, dopiero po nowym roku mogę zrobić - teraz się spłukałam z okazji świąt i przez leczenie zwierząt).

Tia..
U nas zdecydowanie gorzej.
Kał od rana już nie jest konsystencji śmietany, ale leje się niczym woda.
W dodatku z krwią.
Zastanawiające jest to, że krew w kale nie jest typowym objawem lambliozy (powinien byc jasny kał, BEZ krwi).
Może mamy infekcję mieszaną i dlatego nie poddaje się leczeniu.
Jutro Imbir dostanie antybiotyki, to pewne.
Chciałam mu dać już tydzień temu, ale znajoma wolała poczekać na badanie kału.
Teraz już żadna z nas nie chce czekać.
Mam nadzieję, że rudy mi nie zamarznie w drodze do gabinetu. Muszę pojechać komunikacją miejską, ale postaram się go mocno otulić.
Ojejciu ale smutno...

Buziaczki dla Imbirka!



Życzę też bezproblemowego dotarcia do gabinetu!


U nas zdecydowanie gorzej.
Kał od rana już nie jest konsystencji śmietany, ale leje się niczym woda.
W dodatku z krwią.
Zastanawiające jest to, że krew w kale nie jest typowym objawem lambliozy (powinien byc jasny kał, BEZ krwi).
Może mamy infekcję mieszaną i dlatego nie poddaje się leczeniu.
Jutro Imbir dostanie antybiotyki, to pewne.
Chciałam mu dać już tydzień temu, ale znajoma wolała poczekać na badanie kału.
Teraz już żadna z nas nie chce czekać.
Mam nadzieję, że rudy mi nie zamarznie w drodze do gabinetu. Muszę pojechać komunikacją miejską, ale postaram się go mocno otulić.
Przytulam mocno Imbirka i Ciebie


Dzięki, dziewczyny.
Przyznam, że już jestem tym zmęczona i chciałabym, żeby Imbir już był zdrowy.
OJ... przykro mi to czytać,miałam nadzieję że u was poprawa

dnia Śro 21:48, 08 Sty 2014, w całości zmieniany 2 razy
Nam Tosia (samochód) mocno odchudziła święta.
Mechanik dziś zgarnął 700 zł. Nie mogliśmy z tym dłużej zwlekać, bo trzeba jakoś dojechać na święta do teściowej w Ostrołęce.
Prezenty miałam kupione już dawno. Ale nie mamy jeszcze choinki i jedzenia.
Wsadziłam do transportera śpiwór. Wypchałam nim prawie cały transporter.
Imbira da się wcisnąć, ale jest bardzo nieszczęśliwy.
Mam nadzieję, że jutro pójdzie lepiej, bo jakoś dojechać musimy.

No u nas coś koło tego szarpnęło leczenie ale żeby nie zwalać wszystkiego na koty to nasze autko też dołożyło swoje (300) a mechanik zaśpiewał że po nowym roku jeszcze z tysiaka pokosztuje ( w lutym jedziemy w góry i auto musi być sprawne na 100%) eh... gdyby tak mieć portfel bez dna

Smużko, strasznie mi przykro





Nasz już mocno nadwerężony budżet wykończyła dziś niespodziewana naprawa samochodu i nie wiem, czy to koniec

Dzięki.
Ja aż się boję myśleć, co dalej.
Mojej Czacie (pies) zmienił się kolor skóry na brzuchu (z różowego na czarno-szary).
Po nowym roku muszę koniecznie zbadać jej tarczycę, bo to może świadczyć o niedoczynności.
Na razie nie chcę o tym myśleć.
W dodatku zgodziłam się wziąć na tymczas (na miesiąc) 2 świnki morskie.
Na szczęście Stowarzyszenie Pomocy Świnkom Morskim przebada je na swój koszt i dostarczy mi dla nich karmę itd.
Chociaż tyle.
Widzę, że nam wszystkim samochody przetrzepały kieszenie. Mi na szczęście lżej - mąż uparł się, że coś z samochodem nie gra, więc wydaliśmy pieniądze na mechanika po to, żeby powiedział nam, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Strasznie przykro mi czytać o problemach Waszych zwierzaków

butterfly2101 ciesze sie ze juz wszystko na dobrej drodze

Smuzko, trzymam kciuki aby i u Ciebie nastapila szybka poprawa

Smuzko..,


Mocno

W styczniu czeka nas ciachanko więc badania kontrolne wykonamy przed zabiegiem.
dnia Śro 21:47, 08 Sty 2014, w całości zmieniany 1 raz
A Imbir dostał kroplówkę (tak na wszelki wypadek, skoro się z niego leje), witaminki, antybiotyk (lincospectin) i przeciwzapalny (tolfedynę).
Mam zastrzyki na 3 dni, a w wigilię mamy się rano pokazać i ewentualnie dostać następne leki.
Wezmę mu wtedy karmę RC Gastro Intestinal (może mu bezzbożówki nie służą? Nie wiem).
W gabinecie łaził i potrząsał ogonkiem -> czyli temat kastracji nas też niedługo będzie dotyczył.
Mam nadzieję, że do tego czasu zrobimy porządek z jelitami.


Ciepłe myśli i kciuki za brzusio Imbirka. I za Twoją wytrwałośc w walce z tym "paskudztwem"




kochane podłączę się do wątku bo mam kłopot - wczoraj wieczorem Buba dostał biegunki (lejącej, żółtej, wybrudził siebie i pół drapaka) zabrałam karmę na noc.
rano widzę, że młody też ma ten problem ( w mniejszej ilości) u Buby bez zmian
koty nie dostały niczego nowego, jedzą mokrą cosmę i suchego RC
co mogę zrobić domowymi środkami? bo dzisiaj niedziela wiec wet nie przyjmuje jutro ma urlop a potem święta (uroki małych miast) więc zostaję 4 dni bez weta
dnia Nie 8:44, 23 Gru 2012, w całości zmieniany 1 raz
U nas wet na zatrzymanie biegunki zalecał Nifuroksazyd 3x dziennie po 1cm3 (w syropie) albo 0,5 tabletki 3x dziennie i odstawienie mokrego jedzenia.
1-2 dawki i biegunka za każdym razem ustępowała

Ojej

Taka biegunka i trzeba czekać na pomoc 4 dni... Straszne

W "Koty. Pierwsza pomoc" piszą, żeby nie dawać nic kotom do jedzenia przez 24 godziny, za to zadbać o to, by miały stały dostęp do wody. Jesli po tym czasie koty nie robią już wodnistej kupy, autor zaleca zacząć podawać mała ilość gotowanego kurczaka albo chudego pieczonego mięsa. Do normalnego jedzenia autor zaleca powoli wracać po ok 3 dniach stałej kupy. Nie wiem jak to ma się do rzeczywistości, ale zaraz Ci ktoś na pewno coś podpowie.
na pewno nie jadły innego jedzenia - bardzo tego pilnuję
już szybciej podejrzewałabym igły z choinki ale choinka stoi od tygodnia i nie ruszały jej
szukam weta w okolicy bo właśnie Capsel też dostał w paskudnej ilości


Smecta, rozpuść w małej ilości wody i strzykawką do pysia. Głodówka całodniowa + probiotyk.




Smecta, rozpuść w małej ilości wody i strzykawką do pysia. Głodówka całodniowa + probiotyk.
a smecte trzeba jakoś w odopowiedniej ilości w stosunku do wagi kota?
pierwszy raz się nam to zdarzyło i czuję sie b ardzo bezradana


pierwszy raz się nam to zdarzyło i czuję sie b ardzo bezradana
Ja rozpuszczałam całą saszetkę, podawałam około 3ml dla małego kota. Później powtarzałam co jakiś czas. Jedna saszetka na dobę na pewno nie zaszkodzi.
Tylko przed każdym podaniem wymieszaj dokładnie roztwór.
dnia Nie 12:08, 23 Gru 2012, w całości zmieniany 2 razy
Aniu ja wyczytałam necie że kotom można podać węgiel leczniczy -to tekst skopiowany ze strony: Medycyna dawna i współczesna
Dr Henryk Różański; nauki medyczne i biologiczne; fitoterapia, fitochemia… Węgiel leczniczy po podaniu doustnym działa absorbująco, czyli pochłaniająco, osuszająco na błony śluzowe, osłaniająco (powlekająco), odtruwająco w świetle przewodu pokarmowego, przeciwbiegunkowo. Węgiel leczniczy to podstawowy środek stosowany w leczeniu wszelkiego rodzaj zatruć pokarmowych i lekowych, po spożyciu ksenobiotyków (substancji obcych organizmowi). Pochłania i unieszkodliwia gazy, jady bakteryjne, toksyny grzybów (mikotoksyny), wydaliny i wydzieliny pasożytów przewodu pokarmowego, toksyny roślinne, leki. Dobrze chłonie alkaloidy, glikozydy, fenole, barbiturany, barwniki, kwasy. Już w latach przedwojennych zauważono, że nie upośledza procesów trawienia i nie absorbuje enzymów.
Węgiel leczniczy jest podawany doustnie przy zaostrzonych objawach choroby wrzodowej, biegunce nieznanego pochodzenia, nieżycie żołądka, jelita cienkiego i grubego, wzdęciach, nadkwasocie. W razie zatrucia podaje się węgiel w dużej ilości, rzędu kilkunastu, kilkudziesięciu gram. Powszechnym błędem jest podanie zbyt małej dawki węgla leczniczego, przez co staje się on nieskuteczny. Aby toksyna została pochłonięta przez węgiel z przewodu pokarmowego musi być zastosowana odpowiednio duża dawka węgla.
Zawiesina wodna węgla leczniczego służy do płukania żołądka w celu unieszkodliwienia toksyn.
Dawki dla zwierząt: konie 10-150 g; osły 5-50 g; bydło 20-200 g; małe przeżuwacze 5-50 g; świnie 3-10 g; psy 0,5-3 g;koty 0,2-1 g , kury 0,2-1 g.
Dawka ok. 5-10 g węgla leczniczego rozdrobnionego jest w stanie pokryć powierzchnię ścinek przewodu pokarmowego człowieka ochronną warstwą, która nie dopuszcza do niej bodźców drażniących; adsorbuje wodę, produkty płynne i gazowe gromadzące się w jelicie; adsorbuje bakterie, wirusy, komórki grzybów drożdżakowych; działa na śluzówkę osuszająco, lekko ściągająco; utrudnia rozmnażanie bakterii i drożdżaków, utrudnia zasiedlanie śluzówki przewodu pokarmowego przez wirusy, bakterie, pierwotniaki i grzyby.
dnia Nie 12:56, 23 Gru 2012, w całości zmieniany 3 razy
pojechaliśmy do weta do sąsiedniego miasta (godz jazdy w jedną stronę ale czego się nie robi dla ukochanych) właśnie wracamy
wet zmierzył temperaturę (w normie) i stwierdził, że nie ma stanu zapalnego oraz, że da antybiotyk (który trzeba przyjmować trzy dni - więc jutro muszę sama pojechać bo mąż w pracy, a potem jeszcze w 1 dzień świąt - czyli koty zapewniły nam atrakcje na święta i wyjazdy rodzinne odpadają)
oczywiście dzisiaj głodówka, jutro obserwacja i malutkie porcje
myślę, że to mogła być jakaś felerna puszka mokrej karmy
a po drodze mieliśmy mała stłuczkę (na szczęście nic się nikomu nie stało, tylko sprawca odjechał z uszkodzonym zderzakiem i swiatłami) wiec atrakcji na dzisiaj już mi wystarczy


Aniu trzymam kciuki za Bubusia i Capselka




dnia Śro 21:47, 08 Sty 2014, w całości zmieniany 1 raz
Przykro czytać, że coraz nas więcej w tym temacie.
Ale mam nadzieję, że Capsel z Bubą na długo tu nie zagoszczą i że po świętach będą już jak nowi.
butterfly2101,
Smutno..
My też cały czas walczymy.
Ponowne badanie kału dało wynik negatywny. Nie wykryto ani Lamblii, ani żadnych innych pasożytów.
Ale Imbir cały czas ma biegunkę!
Mimo już 4 dni na antybiotyku. Jutro znów jedziemy do wetki.
Jutro też Imbir zacznie jeść RC Intestinal. Zamówiłam mu 2 kg - zobaczymy, czy mu taka dieta pomoże chociaż trochę.
Powoli kończą mi się pomysły. Znajome pewnie też pod nosem klnie na mojego kota, że taki oporny w leczeniu.

Biedny Imbirek









mam nadzieję, że u nas to nic poważnego ale powiem szczerze, że chociaż bardzo mi szkoda waszych maluchów, że takie wymęczone badaniami to jednak trochę wam zazdroszczę, żę macie dobrych wetów
ja dzisiaj na sugestię, że może jakieś badania zrobić (kal, krew?) usłyszałam od weta w zgryźliwym tonie "to może jeszcze kolonoskopię i usg?"
Ja bym w Twoim przypadku na razie nie badała nic.
Tzn. jeśli nie przejdzie w ciągu 3 dni, to tak.
Moje zwierzaki (psy głównie) często miewają tak, że coś gdzieś podjedzą czy lizną i srakunia się pojawia - ale mija zwykle w ciągu 2 dni.
Moja Czata ma b.delikatny żołądek. Wystarczy, że dam jej 2-3 serduszka drobiowe, a następnego dnia mam mycie tyłka.
może masz rację ale Buba jest z nami od marca i nigdy nie miał takich problemów a tu raptem dwa koty jednocześnie
na razie obudziły mnie dwa głodne pyszczki i zgodnie z zaleceniem lekarza dostały po mikroskopijnej porcji jedzenia
obawiam się, że dzisiaj o północy mogę nie usłyszeć od nich nic miłego

a kupiłam biedakom pod choinkę tą zabawkę na przysmaki i nawet się nie w święta nie pobawią

A ja bym doradzała poszukanie innego weta
dnia Śro 21:44, 08 Sty 2014, w całości zmieniany 1 raz
ja mam w miarę rozsądnego weta ale właśnie jest na urlopie wiec szukałam jakiegokolwiek w okolicy, który przyjmuje w niedziele i święta
w nowym roku i pójdziemy do "naszego" żeby obejrzał futra chociaż dzisiaj może jest lepiej (poza pretensjami nad miską, że pusta)
No to super wieści że już lepiej , bidulki maja post ale czasami tak trzeba ( wiem jak ciężko patrzeć na lamenty nad miską i te WIEELKIE głodne patrzałki) Tym bardziej zaciskam kciuki za to aby było dobrze

Ania , po pierwsze wszystkiego dobrego w te święta a po drugie ale ważniejsze ,jak tam qupale i samopoczucie Capselka i Bubusia, cały czas myślę o chłopaczkach i mam nadzieję że już wszystko w najlepszym porządku i biegunka była tylko króciutkim epizodem


Buba dzisiaj rano zrobił pierwszą kupkę - nawet w normie tylko trochę miękka (ale je tylko mokre wiec może dlatego) a Caspel jeszcze nic nie zrobił
właśnie wróciliśmy od weta - dzisiaj był ostatni zastrzyk od jutra będą tabletki i lepiej bo
koty już nie chcą nawet wchodzić do transporterka
dalej niestety dietka więc prezenty leżą pod choinką nadal zapakowane (bo kupiłam im zabawkę na przysmaki i przysmaki)
u nas już w miarę w normie - koty powoli zaczynają jeść większe ilości mokrego i robić kupy
trochę protestują przy jedzeniu tabletek i głownie plują nimi zamiast połykać

Witam,
Jeśli mogę pomóc z własnego doświadczenia, moja Megi (adoptowana ragdolka) robiła luźne kupale często i bywały krwiste. Kombinowałam z różnymi karmami, bez zbożowa kręciła moja kicie w brzuszku częsta kupa plus bąki, używałam RC Gastro kupy były twardsze ale zdarzały się z krwią, RC Sensitivity control to samo, z RC Hypoallergenic mam spokój kupy są twarde bez krwi - jelitka ok 10 dni przestawiały się. Być może moja kotka ma nietolerancje pokarmową. Po RC Gastro wyszło jej w badaniu krwi, że ma wysoki cholesterol, (pasożytów brak, bad na lambie ujemne). Mając RC Gastro w ręku czuje się, że jest tłusta, tak samo jest z RC Hypoallergenic. Staram się nie karmić kota i mokrym i suchym, jej to nie służy, saszetki przeczyszczają ją. Od czasu do czasu dostaje surowe mięsko. Jedno co mnie martwi, to, że dość głośno się jej odbija. Na dzień dzisiejszy polecam RC Hypoallergenic suche tylko przez jakiś czas a potem testowanie jakiegoś surowego mięska jako uzupełnienie diety. Ja mówiłam do Megi- nie możesz mieć wszystkich plag egipskich

Pozdrawiam
U nas cały czas bez większej poprawy.
Zaczyna mnie to bardzo frustrować.
W piątek chyba zrobię posiew kału (muszę poczekać aż minie tydzień od ostatniego antybiotyku).
Zrobię też krew (wetka sugeruje zbadać kobalaminę i kw. foliowy w surowicy).
Zrujnuje mnie finansowo ten kot.



Zrujnuje mnie finansowo ten kot.

Święta prawda, ja tylko w ciągu ostatniego tygodnia wydałam ponad 1000zł, a dołożyłabym drugie tyle, gdyby mi ktoś powiedział co jest mojemu kotu






Zrujnuje mnie finansowo ten kot.

Święta prawda, ja tylko w ciągu ostatniego tygodnia wydałam ponad 1000zł, a dołożyłabym drugie tyle, gdyby mi ktoś powiedział co jest mojemu kotu


dnia Śro 21:46, 08 Sty 2014, w całości zmieniany 1 raz
Szukałam kiedyś informacji na temat ubezpieczenia dla zwierząt, również zdrowotnego, pokrywającego koszty ich leczenia. W końcu zrezygnowałam z tego pomysłu, ale znów zaczynam się zastanawiać...
ja tez kiedyś szukałam ubezpieczenia zwierząt ale nie znalazłam
Nie wiem, czy w Polsce coś takiego jest. Za granicą (np. w WB) to funkcjonuje.
może trzeba komuś " u góry" poddać ten pomysł!
Właśnie zasiadłam do tego znów i okazuje się, że od tego jak ostatnio szukałam pojawiło się kilka nowych ofert ubezpieczeń zwierząt. Już je opisuję w stosownym temacie, za jakiś kwadrans mam nadzieję skończyć, więc będziecie mogły poczytać

Koleżanki mi zaczęły gadać, że to może być IBD.
Imbir dostał dziś steryd.
Tak szczerze, to mam nadzieję, że mu się nie poprawi.
Bardzo bym nie chciała, żeby miał coś takiego, bo tego nie da się wyleczyć.

Oj Smużko, oby nie


Póki co, sranko nadal trwa.
Na razie bez zmian po sterydzie.

W dodatku szczur mi się bardzo rozchorował i biję się z myślami, czy go dziś nie uśpić.
Jeden z tymczasowych prosiaczków też ma coś pod brodą. Taką malusią kuleczkę.
Zaraz jadę z nim i ze szczurem do lecznicy.
Paranoja.

Mam pod domem genialną lecznicę, ale na zapisy i jak teraz zadzwonię, to mnie przyjmą w przyszłym tygodniu!
Tak więc jadę na drugi koniec miasta.
Chociaż to pocieszenie, że płacić za wizyty nie muszę (tylko koszt leków, badań).
Inaczej poszłabym z torbami już dawno!
Jeszcze Imbir od rana stoi na parapecie i miauka, żeby z nim na spacer iść, a ja nie mam czasu...



Oj Smużko, kciuki trzymam za diagnozę dla Imbirka.


Ale nawet IBD zaleczane nie wyklucza długiego życia. A kto jak nie Ty będzie w stanie świadomie prowadzić dietę malucha.
Przytulam i wytrwałosci życzę.


Szczur uśpiony.
Świnka ma guzek do usunięcia. Umówiłam się na sobotę w drugiej lecznicy, na razie na oglądanie, potem zabieg.
Zastanawiam się, z kim mogłabym Imbira skonsultować.
Poszłabym z nim do jakiejś mądrej głowy, co niejedno widziała.
Może profesor Lechowski, a może dr Czerwiecki?
Może to własnie dlatego Imbirek trafił do Ciebie Smużko... Mówiłaś, że tak długo szukaliście, aż w końcu on Was chwycił za serce. Może właśnie dlatego, że potrzebował kogoś, kto będzie umiał się nim zająć w chorobie, która go czekała. los nad nim czuwał. Niestety nie każdy by potrafił.
Niestety są jeszcze ludzie, którzy niby koty lubią i je mają, ale uważają, że z kotem nie chodzi się do weterynarza, bo kot to kot, sam sobie poradzi. Znam ludzi, ludzi którzy z kotami żyją od dziecka i wydawałoby się, że powinni potrafić się nimi zająć, a którzy beztrosko opowiadają, że ich kot całe życie miał biegunkę i "musiał dostawać za sranie po ścianach". Dostawać wiadomo co...

Nie wiem jak to było z Imbirkiem, ale nade mną los na pewno czuwał, żebym trafiła na to forum, bo wysłuchując takich rzeczy jak powyżej traciłam resztki wiary w ludzi i życie na tym świecie wśród takich osób coraz mniej mi się podobało...


Przytulam Smużko, bo zawsze boli pożegnanie z małym przyjacielem




kociamama,
Dziękuję.
Inez,
To samo mi powtarzali, gdy się okazało, że mój wymarzony pies ma wadę serca, a potem, gdy u drugiego zdiagnozowano padaczkę.
Mam trochę dość tych "przypadków" od losu.
A tak bardziej serio. Życie mnie nie rozpieszczało, jeśli chodzi o zwierzaki i ich zdrowie.
Nabyłam nieco twardości, oschłości (inaczej się nie dało istnieć).
Nie wiem, czy ktoś mniej znieczulony nie byłby lepszym domem dla chorych zwierzaków.
Ja się nauczyłam oceniać zyski i straty, kalkulować dośc lodowato i podejmować trudne decyzje.
Mój szczur miał ropień policzkowy. Do wyleczenia. Wiele osób próbowałoby.
Ja wiedziałam, że to staruszek i że operacyjne czyszczenie ropnia co kilka-kilkanaście dni jest bolesne. Szansy na długie zdrowe życie potem nie ma, bo w tym wieku się już długo i zdrowo nie żyje.
Podjęłam decyzje o uśpieniu. Z jednej strony oszczędziłam mu cierpienia po operacjach. Z drugiej nie dałam mu żadnej szansy. Zadecydowałam za niego. Pobawiłam się w Boga i moją decyzja odebrałam mu życie.
To jest z jednej strony straszne, ale z drugiej robiłam to dziesiątki razy i w dużej mierze jestem z tym oswojona.
Pewnie z psem czy kotem byłoby o wiele ciężej, ale jedną decyzję o zakończeniu życia mojego psa też mam już za sobą.
Smużko, przytulam. Trzeba być twardą, inaczej się nie da.


Dziękuję.
Inez,
To samo mi powtarzali, gdy się okazało, że mój wymarzony pies ma wadę serca, a potem, gdy u drugiego zdiagnozowano padaczkę.
Mam trochę dość tych "przypadków" od losu.
A tak bardziej serio. Życie mnie nie rozpieszczało, jeśli chodzi o zwierzaki i ich zdrowie.
Nabyłam nieco twardości, oschłości (inaczej się nie dało istnieć).
Nie wiem, czy ktoś mniej znieczulony nie byłby lepszym domem dla chorych zwierzaków.
Ja się nauczyłam oceniać zyski i straty, kalkulować dośc lodowato i podejmować trudne decyzje.
Mój szczur miał ropień policzkowy. Do wyleczenia. Wiele osób próbowałoby.
Ja wiedziałam, że to staruszek i że operacyjne czyszczenie ropnia co kilka-kilkanaście dni jest bolesne. Szansy na długie zdrowe życie potem nie ma, bo w tym wieku się już długo i zdrowo nie żyje.
Podjęłam decyzje o uśpieniu. Z jednej strony oszczędziłam mu cierpienia po operacjach. Z drugiej nie dałam mu żadnej szansy. Zadecydowałam za niego. Pobawiłam się w Boga i moją decyzja odebrałam mu życie.
To jest z jednej strony straszne, ale z drugiej robiłam to dziesiątki razy i w dużej mierze jestem z tym oswojona.
Pewnie z psem czy kotem byłoby o wiele ciężej, ale jedną decyzję o zakończeniu życia mojego psa też mam już za sobą.
Tez mialam psa kokiel-spaniel'a,ktory mial padaczke pourazowa (jak byl maly,jeszcze w hodowli potracil go samochod),wiec wiem jak to jest...
Co do uspienia - taka decyzje podejmowalam tez juz dwa razy przy kotach i oba zostaly uspione na moich rekach,wiec tez wiem co to jest za bol..,ale w przypadku zwierzat chociaz mamy wybor: przedluzac cierpienie zwierzaka leczac go,a tez nie zawsze po takich zabiegach zdrowieje,lub dac mu zasnac w spkoju..,wiec wybieramy "lepsze zlo"...
W przypadku ludzi takiego wyboru nie ma,a ja jestem za eutanazja,bo jest wiele chorob przy ktorych wegetujemy jak roslinki,a nie mozemy pozwolic sobie na spokojne zasniecie,bo jest to nie zgodne z prawem...

Też jestem za eutanazją ludzi, choć boję się nadużyć, które mogą z tego wyniknąć.
Moja suka ma padaczkę idiopatyczną (czyli o nieznanej przyczynie).
Ma ją od szczeniaka, ale ataki są rzadko i są dość łagodne (nie ma drgawek, tylko wygina ją, bo ma niekontrolowane napięcia mięśni - nie może się poruszyć przez 2 minuty, leży wygięta, czasem próbuje się przekręcić na drugi bok, ale nie może). Nie dostaje leków.
Moj pies zyl z nia 11 lat,ataki mial jak sie zdenerwowal (np. przed wizyta u weta) i to ile trwaly bylo wlasnie uzaleznione od tego w jakim byl stresie - nieraz trwaly 2 min.,a nieraz bylo i 25min. Objawialo sie to tym,ze caly dretwial,z pyska leciala piana ze sliny i trzeba bylo uwazac,zeby sobie nie przyciol jezyka.Lekow na to tez nie dostawal..,ale to bylo ponad 20 lat temu...
dnia Czw 16:45, 03 Sty 2013, w całości zmieniany 1 raz
Jagna ma 8 lat. W lutym skończy 9.
Leki mogłaby dostawać, ale one bardzo poważnie obciążają wątrobę.
Boję się, że zaszkodzą jej bardziej niż pomogą. Jeśli ataki się nasilą, to wejdziemy z leczeniem, ale póki co lata mijają, a ataki są takie jak były.
No wlasnie,nie zawsze leczenie przynosi oczekiwany rezultat pomimo naszych staran - dlatego nieraz wlasne lepiej dac zwierzakowi zasnac,niz patrzec jak cierpi...
Oj dziewczyny strasznie się tu smutno zrobiło. Niepotrzebnie, bo nikt tu nie myśli o umieraniu. Milanek już jest prawie zdrów. Imbirek pod taką opieką wkrótce się dowie co mu jest i zacznie zdrowieć. To samo Maximusek. Capselek i Buba też. Swoją drogą chyba jakiś e-wirus tu panuje, że tak wszystkim to samo dolega

U Milanka qupale wzorowe- szyby można nimi tłuc

dnia Śro 21:43, 08 Sty 2014, w całości zmieniany 1 raz
Rozmawiałam z koleżanką z grupy (zadzwoniła do mnie na pogaduchy, bo nie widziałyśmy się ponad rok).
Tak nam zeszło na kupy Imbira. Mówi, że miała identyczny przypadek (i nawet tez u rudego kota).
Biegunka trwała kilka miesięcy. Próbowali wszystkiego i bez efektu.
Dopiero po miesiącu na intestinalu zaczęła się bardzo powolna poprawa.
Kot w wieku 7 miesięcy poszedł do adopcji. W domu dostawał intestinal do ukończenia roku życia. Potem już normalną karmę i problem kup nie wrócił.
Kumpela mówi, że ona mu jeszcze Zylexis na podniesienie odporności podała 2 razy i żeby może Imbirowi też dać (na pewno mu nie zaszkodzi - a czy to działa? Zdania są podzielone).
W każdym razie jej pacjent się w końcu wyleczył.
Ona do dziś nie wie, co to było. Stawia na jakiś niedorozwój przewodu pokarmowego/wchłaniania/kosmków jelitowych... Myśli, że być może nawet na innej diecie może samo by z wiekiem przeszło.
O tym samy wspomina mój wet w stosunku do Maximka.

Chyba już pisałam, że Simba też dostawał Immunoactive Balance na podniesienie odporności. Dostał w sumie kilka serii. Chyba w końcu wszystko razem mu pomogło (antybiotyk na to dziadostwo, które wyszło w badaniach, pro-kolin, Immunoactive, Hill's i/d).
Dziewczyny, przytulam Was




Tak pro forma powiem, że u nas bez zmian....

Mam wrażenie, że tak już zostanie na zawsze.
Dobrze, że Imbir jest krótkowłosy!
Jak Racuch podje trochę karmy Imbirowi, to od razu ma odrobinę miększą kupę (choć nadal ładnie uformowaną), ale już to wystarcza, żeby mu się coś przykleiło.
Gdybym miała Imbira szorować 2 razy dziennie, to nie wiem, co bym zrobiła i jak długo to zniosła.
Kurcze... ale to normalne nie jest. Sporo pomysłów już zostało wyczerpanych na to, co mu może dolegać, ale może jest jeszcze coś, co można sprawdzić? Może on jednak ma nietolerancję jakiegoś składnika karm...

Faktycznie nie wyobrażam sobie takiego stanu rzeczy z ragiem

dnia Śro 10:39, 20 Lut 2013, w całości zmieniany 1 raz
Pomysłów jest masa. Takich wymyślanych na siłę.
Np. niedorozwój kosmków jelitowych, zaburzone wchłanianie wody, jakieś poważniejsze wady rozwojowe budowy jelit (poza wadliwymi kosmkami)..
Moi znajomi wet. wymyślają masę hipotetycznych rzeczy (niczym dr House).
Ale to wymagałoby kosztownych i inwazyjnych badań (np. biopsję jelita parę osób by chciało zobaczyć

A przestałam uważać zmianę tej kupy za cel.
Imbir przybiera na wadze ok 100 g tygodniowo, wygląda rewelacyjnie i tak też się czuje, więc nie widzę sensu w leczeniu go na siłę. Nie mam już na to pieniędzy. Przynajmniej nie teraz, gdy jeszcze nie ma sezonu i mam mało pracy.
Mam podobnie z Brandym - razem z wetką stwierdziłyśmy, że nie ma sensu dalej badać, Brandy jest zdrowo rozwijającym się kotem, jak widać przyswaja z jedzeniem to, co trzeba, więc po co go męczyć. Teraz, jak podrósł, coraz rzadziej zdarzają mu się takie totalne rzadziulce, czasem kupal jest ładny, ale często ładny na początku, a rzadki na końcu, ale jest to zupełnie losowe, nie zależy od żadnego znanego mi czynnika. Przyzwyczaiłam się już, że staram się podcierać mu pupę papierem toaletową jak akurat go złapię po kuwecie. Mogę Ci, Smużko, jeszcze poradzić, żebyś spróbowała z Imbirem dokarmianie świeżą trawą. Brandy, jak jedziemy do moich rodziców, to zjada na dworze duuuże ilości, a kupale po tym ładniejsze, tylko ze źdźbłami ;-)
Imbir wychodzi na smyczy na spacery, prawie codziennie.
Więc jak trawka się pojawi, to pewnie coś skubnie.

U mnie też te qupki różne, ale ja już odpuściłam, jednego dnia lepiej już się ciesze, drugiego dnia gorzej, nie ma reguły


mój kotek wypasł się całe wakację, a trawki to nigdy nawet nie tknął

Mój je siano, zwłaszcza jak dopiero co świnkom dam i jest jeszcze niepogniecione przez nie.

Siano - to ciekawe - może być alternatywą dla świeżej trawki



Ja nie wiem czy ci sie uda z tym siankiem



Ja myślę, że nie o zazdrość chodzi.
Jak moje suki przyniosą ze spaceru jakiś cienki badylek czy kawałek liście przyczepione do tyłka, to koty też polują na to źdźbło, a potem próbują zjeść.

Zabawnie też wygląda to, gdy jakaś gałązka się do psa przyczepi i go koty gonią!
Dziewczyny, chciałam Wam tylko zwrócić na coś uwagę (większość pewnie o tym wie) - jeśli wasze kociaste nie robią idealnych kupek, to przy wizycie u weta, proście go o sprawdzenie gruczołów okołoodbytowych (chyba tak to się nazywa).
Ja niby wiedziałam, że jak stolec nie jest twardy, to mogą się te gruczoły nie opróżniać, ale bardzo się zmartwiłam, jak Brandzio zaczął mi mocniej niż zwykle falować skórą na plecach, a przy wycieraniu pupy zauważyłam, że ma jakby szersze ujścia tych gruczołów.
Dzisiaj byliśmy na odrobaczeniu i okazało się, że faktycznie gruczoły były wypełnione. Wet je opróżnił (szybko, a Brandy mocno nie protestował) i jest OK. Do tego powiedział, że u kotów zapalenie gruczołów zdarza się rzadko.
Ale, jak widać, przy nie idealnych kupalach mogą się nie opróżniać ładnie, więc teraz co jakiś czas (też nie za często, bo to też nie dobrze) będę prosić weta o sprawdzenie, czy wszystko tam gra.
To prawda, przy rzadszej kupie gruczoły okołoodbytowe mogą się nie opróżniać prawidłowo.
Koty rzadko mają z tym problemy (w porównaniu do psów), ale warto o tym pamiętać.
Ja jednej swojej suce muszę opróżniać przy każdej kąpieli - co miesiąc, dwa - (mimo, że kupy ma zawsze dobre).